Odkąd pamiętam, marzę o tym by spakować plecak w niezbędne rzeczy,
trzasnąć drzwiami i iść, iść przed siebie i nie przejmować się życiem
codziennym. Czy jestem marzycielem? Z pewnością, ale nie jest to takie
kolorowe i fajne jak wydaje się w filmach i książkach. Boję się
codzienności życia, jego szarości i monotonii. Nie chcę wychodzić do
pracy o 7 rano i wracać z niej o 16, żyjąc w ten sposób do emerytury, o
ile jej dożyję, a nawet jeśli tak się stanie - na spełnienie marzeń
może być za późno. Chcę poszerzać horyzonty, bliskim móc opowiedzieć co
w życiu widziałem, a nie to co chciałbym zobaczyć. Prawda jest taka, że
najlepsze chwile swojego życia musimy zmarnować na to by robić coś na
co nie mamy ochoty. Mam wrażenie, że tego nie wytrzymam, że to sprzeczne
ze mną. A więc jeśli w przyszłości, któregoś ładnego, wiosennego dnia,
zniknąłem ze strony - to znaczy, że marzę o tym że będzie tak jak sobie
to wymarzyłem, idąc przed siebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz